Zycie jest jak kino, a zatem cos o kinie i myslach nieposkladanych z zycia mego zaczerpnietych
sobota, 23 lutego 2008

Jest 3 41 a ja wlasnie skonczylem ogladac Torremolinos 73. Film dla mnie wazny z wielu powodow, ale co najwazniejsze film wysmienity.. z pogranicza tego co nazywam mistrzostwem. Nietuzinkowy temat i ciekawa fabula ;-), prawdziwa historia, smieszne momenty i gdzies tam wpisany w to wszystko dramat. Ale po kolei. Wyobrazcie sobie, ze w toku rozwoju cywylizacyjnego sprzedawcy encyklopedii przestaja miec racje bytu i ich domowe wizyty zostaja zastapione przez telewizyjne reklamy. Co poczac z kilkoma ostatnimi sprzedawcami? Otoz rozwiazanie jest tylez proste, co normalnie niedoprzyjecia. Jednak glowni bohaterowie sa pod sciana i chwytaja sie ostatniej szansy na wyjscie z kryzysu finansowego. Od dzis beda sie parac kreceniem filmow naukowych o swoim zyciu seksualnym z chirurgiczna precyzja. Nie to byloby z byt proste... beda po prostu krecic swoje "numerki" na poczet skandynawskiego przemyslu porno. Na dodatek glowny bohater zafascynowany jest Bergmanem i swoje filmy proboje tworzyc na wzor swego mistrza. Dziwaczna mieszanka ? Co dalej? zobaczcie film. Dla mnie sielanka okraszona zostala wzruszeniem i ostatecznym opamietaniem, bo choc ciezko to wszystko ocenic (wiele innych watkow sie wkrada i komplikuje ich swiat), to na dobra sprawe musze przyznac, ze jest to jedna z tych historii, w ktore by sie nie uwierzylo, tyle ze sa prawdziwe. Lubie takie filmy, bo do teraz czuje zmieszanie i brak wyraznej koncepcji jak ocenic to co przed chwila zobaczylem. Nie ma tu prostych rozwiazan. Polecam. Mysle, ze glowna zaleta tego filmu opiera sie na jego prostym podejsciu do tematu... i choc latwo mozna przewidziec, ze bohaterowie z czasem musza zaplacic cene za swoj "sukces", to jednak ostatecznie niektore sceny sa jak mieszanka wybuchowa. I za to im wielka chwala. Więcej o filmie tutaj ->klik

piątek, 22 lutego 2008
Rower, bieganie, cwiczenie i spacerowanie
ROWER
Jest jest jest... tak oto bedzie wygladal moj rower. Za tydzien dostawa. Nowy wspanialy, lsniacy i polyskujacy, wymuskany i genialnie skonstruowany. No dobra moze przejaskrawiam sycac sie sama mysla o nim, ale ubostwiam ten rower zanim dostalem go w rece. To taka mistyczna wiez... w koncu czekaja nas tysiace godzin razem.. z przedmiotem ? To musi byc cos wiecej niz czysta wymiana odleglosc - za prace miesni. Tylko wtedy wyciagne z niego maxa. W glowie juz pelno mozliwosci wykorzystania mojego nowego rumaka. A stary? Jego zaslugi nie beda zapomniane. Wyprawa do Pragi, rok pozniej wyprawa na Wegry.. setki mniejszych rajdow i chwil na krawedzi zycia i smierci. Wiernym byl sluga i zlapalem na nim tylko jedna gume (!) a jezdze przeciez jak wariat.Chwala i czesc mu za te chwile.. ;-)
Kellys Quartz - Moja nowa duma ;-) Marcin wiesz jaka bedzie pierwsz naklejka na jego ramie :) ?

Kolorek bedzie troche inny a szkoda bo strasznie mi sie ten zielony spodobal. W kazdym razie maszyna niczego sobie musicie przyznac. jedz do mnie jedz.. czekam :)

Biegam !!

To dobra wiadomosc, bo nie moglem sie zabrac do trenowania, a tu prosze. Bylem juz 2 razy z rzedu na porzadne rozbieganie, ale zrobilo sie z tego zwykle trenowanie i choc czasem pary brakuje to jest potencjal i szkoda go marnowac. Robi sie coraz jasniej i coraz cieplej wiec bedzie tylko lepiej. A zbawienne skotki biegania juz w pierwszym dniu sie uaktywnily. Czuje sie wypoczety i pelny energii. Jest tak jak byc powinno. Tym razem zadbalem od strone technicza, czyli zestaw mineralow i napojow zapewniajacych zdrowy rozwoj organizmu.. czas przejsc do 3 etapu.... cwiczenia ;)

Cwiczenia

Niebawem rozpoczynam... przyda mi sie nabranie troche krzepy, bo ostatnio zlapalem troche wagi, ale brakuje troche w barach no i mojego kaloryferka na brzuchu, a byl czas przeciez, ze zazdroscili mi go wszyscy :) Stare czasy, ale praca daje efekty.. zapalu co niemiara i o to chodzi. (ps podpis pod zdjeciem w oryginale byl "dlaczego warto cwiczyc" - i tak sobie mysle, ze WARTO :) tylko nie wiem dla kogo/czego )

Spacery po Wroclawiu

W koncu mam tez wiecej energii i ochoty na snucie sie po miescie. Gdzies znikl pospiech i wygospodarowane kolejne godziny zapewniaja mi komfort obserwacji, zwiezania i spacerowania po wroclawskich uliczkach... i o to chodzi.

I jak tu nie tetnic energia ;-)
Poruszony i podekscytowany - Fatum
Dwa filmy opisane w poprzedniej notce bardzo mnie dzis podekscytowaly intelektualnie. Dosyc niespodziewanie w obu komediach odkrylem bardzo interesuje rzeczy. Zainspirowalo mnie przede wszystkim zdanie z "igraszki losu" wypowiadane przez jednego z bohaterow... "Chcąc się rozwinąć uznaj w sobie głupca".. To cytat Epiktetusa, zyjacego tuz przed  n e  filozofa. Zaciekawilo mnie to , bo to zabrzmialo mi tak jak z Fight Cluba ;-) Tylko kiedy utracisz wszystko jestes zdolny do osiagniecia wszystkiego. I rzeczywiscie to jest bardzo  latwe do zaadopotowania do roznych sytuacji. Zreszta kolezanka ostatni sama  mi  owe  "przeznaczenie" przypomniala. W pewnych magicznych chwilach wszystko sie zmienia. hehe no nie do konca, ale czesto jest wlasnie tak, ze w jednej chwili proste czynniki determinuja nasze zycie na  kolejne lata.. zabrzmialo oschle ? Przypisujemy znaczenia temu co dla nas istotne, wiec czemu tu mialoby byc inaczej. Milosc to tylko slowo.... czasem. No wlasnie.. a te czasem bylo swietnie ujete 'W butelkach zwrotnych". Ludzie to zwierzeta.. twierdzi moj kolega i nie sposob mu odmowic racji. Tym gorzej wypadamy na tle ... milosnych uniesien.  Ludzie zdradzaja sie myslami, czynami i checiami... Czasem nie wiem ktora z tych zdrad jest najgorsza, bo przeciez  na pierwszy rzut oka nalezaloby wykrzyknac , ze  czyny sa najistotniejsze, ale czy  brak tego czynnika cos zmienia? O tym wlasnie traktuja butelki zwrotne. Film tak bliski rzeczywistosci. Ludzie  maja mnostwo na sumieniu.. kazdy z nas ma  tysiace takich spraw o ktorych istnieniu swiat nie moze sie dowiedziec, bo wowczas okazaloby sie jak slabi jestesmy. Przesadzone ? nie sadze :)   Bo w gruncie rzeczy nalezy w tym momencie znow przywolac  wywzszego filozofa  i jego slowa "Człowiekowi przeszkadzają nie rzeczy, lecz sposób, w jaki je postrzega". I to jest klucz do sukcesu. Zmienilem sie okrutnie i teraz rzeczy, ktore zdawaly mi sie nie do przyjecia traktuje jako doswiadczenie i madrosc, ktora warto nabyc. Byc moze zbyt dlugo tkwilem w teoretycznym podejsciu do wszystkim i nie sparzylem sie jak nalezy, a powinienem niechybnie. Tym nie mniej nie wszystko stracone bo luty zaczal sie dla mnie fantastycznie i zla passa zostala przelamana. Wyszedl z tego zupelnie juz inny czlowiek.. powiedzialbym dojrzalszy, choc w moim przyadku wydaje sie to brzmiec absurdalnie. Niemniej postrzeganie swiata w brutalniejszy sposob upraszcza zywot. Gdybym przewartosciowal tak wszystko jak zrobilem to ostatnio, 10 lat temu, dzis bylbym zupelnie innym czlowiekiem. Gorszym lepszym ? innym... ale ja lubie swoje wybory i swoj dystans do wlasnej glupoty. I kocham patrzec na ludzi tak jak pokazano to w "butelkach zwrotnych" ... z perspektywy, ktora nie ocenia lecz obserwuje.. z perspektywy, ktora przyjmuje wszystko takim jakim jest i choc narzeka, to nie chce by bylo inaczej. Tak jest wlasciwie... teraz jestesmy prawdziwi.. i to jest najcenniejsze. Dzieki temu mozemy wybrac ludzi sobie najblizszych i wybaczyc im gdy przyjdzie na to potrzeba z taka latwoscia, ktora u innych budzi podziw. Ilez razy to slyszalem.. Wybaczyc jest prosto dla kogos kto zna sie na ludziach i zna sie na sobie, choc to chyba jedno i to samo. Konczac moj chaotyczny wywod...
czwartek, 21 lutego 2008
Butelki zwrotne no i Serendipity
Zaczynamy od zyciowych spraw. Jestem podekscytowany wiec nie tracac zapalu przedstawiam Wam dwa ciekawe filmy. Slowo "ciekawe" jest tu o tyle na miejscu, ze w jednym przypadku potencjal historii wykorzystano doglebnie a w drugim niestety po drodze splaszczono fabule.

Butelki zwrotne
"Milosc jest jak "butelki zwrotne" - inspirujace odkrycie :)"
Moje przemyslenie :)

Czeskie kino znow daje popalic wszystkim sasiadom. Slowacy, Polacy, Wegrzy, Austriacy czy Niemcy sa daleko daleko w tyle za Pepiczkami. Nie wiem czy stety czy niestety, ale efekt jest taki, ze "Butelki zwrotne" to smieszna, sprawnie opowiedziana historia bez latwo zauwazalnego moralu.. pelna podtekstow i zyciowej madrosci. Jednym slowem solidne warte uwagi kino. Niby to kolejny film o relacjach miedzyludzkich, o starzeniu sie i przemijaniui.. no i przede wszystkim o milosci w najrozniejszej postaci. No wlasnie czy aby o milosci wlasnie ? Nie jest to tak oczywiste i specjalnie uproscilem, bowiem dlugo dlugo mozna by sie tak wydawac. Mi zdaje sie jednak, ze to film o naturze ludzkiem przede wszystkim. Nie kochamy za darmo, nie jestesmy idealni, bladzimy i ulegamy pokusom... i jakby malo tego bylo jestesmy strasznymi ignorantami na sprawy naszych bliskich. Co jednak warte uwagi, to fakt, iz tworca filmu nie ocenia bohaterow.. ba ! Powiedzialbym nawet, ze tego zabrania wrzucajac kazdego czlowieka do tego samego worka. Ten film jest po prostu bardzo zyciowy jak na kino czeskie przystalo i to jego wielka zaleta. Siedzisz ogladasz i widzisz to co dzieje sie za oknem, w tv... jak big brother dla inteligentniejszej widowni :) Swietna opowiesc, ktora pochlonela mnie calkowicie. Po prostu super. A ludzie ? ludzie tacy wlasnie sa i to nie jest dobrze ani zle.. tacy jestesmy. ;-)

Serendipity - czyli polskie igraszki losu

Serendipity - to umiejetnosc dostrzegania rzeczy, ktore na co dzien mijamy obojetnie... to magia i przeznaczenie w jednym. Chwile, ktore decyduja o naszym zyciu. Jesli potrafisz je rozpoznawac.. bedziesz szczesliwy
Ta definicja to jakby streszczenie filmu. Fabula jak zwykle w komediach romatnycznych niezbyt rozbudowana, ale mnie szczerze zaskoczyla gra aktorska i dialogi z poczatkowych scen filmu. Film zaczyna sie z rozmachem a bohaterowie wydaja sie bardzo interesujacy. Szybko pochlonely mnie przygody owej dwojki, tym bardziej, ze wyrzucono kazda niepotrzebna scene i skoncetrowano sie na istocie ich "zwiazku". Kolejne sceny umykaja a czas leci szybko niczym blyskawica.. i nagle bach.. magia ucieka a film zamienia sie w sieczke naciaganych zbiegow okolicznosci... gdzies ulatuje magia i zupelnie bez polotu rzuca sie bohaterow po polowie USA. Szkoda wielka szkoda, bo malo brakowalo do wyrwania sie z szablonowej komedii romantycznej. No i koncowka jak koncowka.. liczylbym na cos wiecej, ale czy mozna tyle zadac od komedii romatnycznej szczegolnie amerykanskiej ? A co do samej ideologii ;) To nawet mi sie podobala.. szkoda tylko, ze zycie to nie film. W tym przynajmniej przypadku :)

a tu cytat z recenzji pewnej.. hehehe milo poczytac swoje slowa u kogos.. ciutka w ciutke ;)
"Przyznaję, ze tak związana akcja filmu spodobała mi się - wystarczyłoby tylko teraz dorobić do tego wszystkiego zgrabną historyjkę o poszukiwaniu się tych dwóch połówek pomarańczy i całkiem dobry film byłby gotowy. Twórcy filmu też pewnie o tym pomyśleli i tak postanowili zrobić. Niestety - film jest zrobiony wyjątkowo ciężką ręką i brakuje mu tego co najistotniejsze dla gatunku komedii romantycznej: polotu i uroku."


Rozterkowanie ;-)

W trakcie czytania zaleca się (nakazuje) sluchanie life on mars – Davida Bowie

Karmie się emocjami, połykam je nawet w całości, aż pozostanie we mnie pustka, którą się mogę w końcu nasycić.  W tej właśnie chwili zdaję sobie sprawę, że to nie wrodzony altruizm, ale nabyty egoizm sprawia, że pragnę wymusić od ludzi uczucia. Kiedy to wszystko w końcu przemija pozostaje pustka spełnienia, nie bardziej interesująca niż śnieg na Antarktydzie. Zamykam to wszystko w kilku pojęciach tak bardzo dla mnie znaczących, ale pod słowami tymi ukryte znaczenia  nie dają mi spokoju.  Wyprostowałem się na krześle od ciarek. Znów źle, znów niedobrze…

Poszedłem dziś biegać… to było coś więcej niż bieganie. Katharsis to przy tym dziecięce zabawy. No i gdzieś tam na kolejnych mijanych mostach dopadła mnie znajoma euforia. To coś tak dobrze mi znajomego, niezależnego od ludzkich istnień.  W tej właśnie chwili chciałem przystanąć, ale zmęczone płuca i nogi nie dawały mi szansy rwąc się do przodu zupełnie bez przyczyny. Przystanąłem zatem w myślach.

Gdzie jestem, co robie? Zapytałem sam siebie niespodziewanie.  David Bowie w uszach rozbrzmiewa wspaniale.  Czarować już słowem jednak przestanę. W chwili tej rozterki kruchej zajrzałem do myśli swych najgłębszych i odnalazłem znów to pytanie… Gdzie jestem? „ Po środku mej duszy oceanie? Odnalazłem siebie…  odnalazłem gdy usłyszałem Twoje wołanie.” Trzy wersy wiersza wyrwane z pamięci, 12 lat temu spisane. Nic więcej się dzisiaj słowem nie stanie… Fala wznosząca i niech tak zostanie. Bo choć słowa czasem temu przeczą, to w tych rozterkach logiki dużo ktoś zastanie i gdy spojrzy w nie głębiej, czyjś inny obraz zobaczy.  Czyż może być co innego jak swobodne rozmyślanie? Ludzkich głów i emocji skradanie. Nic już w nas nie zostanie niebawem, co z pełnym oddaniem może być wypowiedziane.  W tych 300 słowach ten esej zamknąłem, by sobie dać upust i odreagować ludzkie o pomoc wołanie. Nie inaczej. Odwieczne pytanie „Have You drunk Your feel?”

poniedziałek, 18 lutego 2008
Potega Coenow !
Tequilla na barze wyglada na dobrze zmrozona. Zatloczona knajpa tetni zyciem na calego. Jakis student zagaduje mnie i zada "kielicha". Nie moge oprzec sie pokusie i stawiam przed nim dumnie wygladajacy kieliszek Tequilli. Wplyw alkoholu, kllimatu i dobrego humoru. Mam wrazenie, ze to tesknota za tym co bylo na studiach. Wymieniam kilka zdan z obcym i wracam do stolika. Dzis jest wieczor pelen wrazen. Pozwolmy poniesc sie emocjom.

Bezapelacyjnie swobodnie w niesprzyjajacych okolicznosciach. Obudzilem sie rano z lekkim kacem i bardzo rozstrojonym zoladkiem. Cena niewspolmierna do wrazen. Zrywam sie z lozka z energia.. przesadny optymizm. Biegne do kuchni i lapczywie polykam wode. Podchodze do okna trzymajac sie pod boki... ogarniam wzrokiem moje "krolestwo"... fala wznoszaca.

Rower zaprzata mi glowe... cala niedziele krzatam sie po chalupie jak widmo nie mogac sie na niczym porzadnie skoncentrowac, wiec pozostaje jedno rozwiazanie wlasciwe niezaleznie od sytuacji.. kino.

To nie jest kraj dla starych ludzi
Po raz nasty w tym roku samotnie w kinie. Taka odskocznia od normy zeszlego rokku dobrze mi robi. Rzecz w tym, ze chodzac samemu do kina moge zobaczyc wszystko na co mam ochote. A z towarzyszami kinowania to juz roznie bywa. Wraz z nastaniem Nowego Roku postanowilem wymyslic sobie nowa droge do kina. Zabawa stara, ale tym razem bedaca tylko i wylacznie koniecznoscia, co nie znaczy, ze nie przyniesie nowych odkryc. Poki co zauawazylem, ze jak na droge w srodku miasta bardzo malo przechodniow sunie tymi zakamarkami. Taka fajna odskocznia od wersji przez Rynek tudziez kolo uniwerku, gdzie tabuny ludzi moge Cie zadeptac jesli nie nabyles umiejetnosci walki o swoje. A film... film jak film Coenow... genialny.


TO NIE JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI
"Spokojna" historia zbudowana na swietnych dialogach. Niesmowita wrecz gra aktorska Javiera Bardema i klasa Tommy Lee Jonesa, Woody Harrelson swietny (ale ja nie jestem tu obiektywny bo to jeden z moich mini bozkow ;-), no i calkiem nowa jakosc w osobie Josha Brolina. Posilkuje sie filmwebem i choc okazuje sie, ze widzialem go w wielu filmach nigdzie nie przypadl mi az tak do gustu jak w tej roli. Ktos kto myslal, ze przyszedl na film o czynach bohaterskich moze sie slono rozczarowac. Coenowie slyna bowiem z jaskrawego zla rozplenionego po calym bozym swiecie i tutaj nie bedzie inaczej. Ostro i bezwzglednie. Trup sciele sie gesto. Tommy Lee Jones i jego rozmyslania.. jak wspaniale to wszystko smakuje na koniec. Opowiesc o szeryfach ze starej szkoly i monolog zmeczonego szeryfa na koniec. Kazde slowo na wage zlota. To nie jest film dla kazdego widza, ale ktos kto potrafi docenic swietny dialog i gre aktorska bedzie juz wniebowziety... a film atutow ma duzo wiecej. Scenariusz bez dwoch zdan, rezyseria bez chwili wahania. Ta nieklasyczna konstrukcja fabuly jest jak najbardziej klasyczna dla Coenow :), ale przyznaje z reka na sercu, ze dalem sie oszukac i widzialem inny rozwoj wypadkow... dzieki bogu Coenowie wymyslili jeszcze lepszy. Tak nasycony musze wrocic pamiecia do pozostalych filmow Coenow... zapraszam ponizej. A samego "To nie jest kraj dla starych ludzi" reklamowac nie bede, bo kto nie zobaczy ten frajer :-)

Barton Fink


Na poczatek ciekawostka :) Barton Fink to
  • Pierwszy film w historii, który dostał trzy główne nagrody festiwalu w Cannes (Złota Palma, Najlepszy Aktor i Najlepszy Reżyser)

    Jesli bracia Coen to oczywiscie John Torturro. Jesli bracia Coen to oczywiscie John Goodman. Film, ktory odkrywa ciemna strone czlowieczenstwa. Siega do zakamarkow duszy geniusza zbrodni i artysty. Oto mlody, swietnie zapowiadajacy sie pisarz dostaje propozycje wyjazdu i pracy do Hollywood. W jednej chwili staje sie najwazniejsza osoba o ktorej wzgledy zabiegaja producenci i najwazniejsze persony w przemysle filmowym. Co jednak sie stanie kiedy niemoc tworcza usiadzie na ramieniu zblakanego pisarza ? Pewnie jego kariera szybko by sie skonczyla, no chyba, ze do drzwi zapuka niespodziewanie sasiad. Balansowanie miedzy tym co realne, a tym co nadwyraz przerysowane. Sceny pelne napieca. John Torturo i John Goodman w niesamowitym duecie. To wlasnie dzieki nim pol filmu rozgrywajacego sie w hotelu staje sie tak interesujace. Ciekawe polaczenie mrocznego swiata i tworczego zagubienia, czy tez uniesienia. ;-) To wszystko zalezy jak na to sie spojrzy. No i na koniec final godny mistrza. Nie wiesz czy chcesz w to wierzyc, czy wolisz nie wiedziec. Barton Fink wywarl na mnie niesamowite wrazenie jeszcze kiedy bylem bodajze w liceum. Od tego czasu widzialem ten film parokrotnie.. i z pewnoscia zakochalem sie w scenie, w ktorej to glowny bohater wskazujac na swoja glowe wykrzykuje z calych sii " to jest moj mundur". Az ciarki przechodza po plecach. No ale zeby to zrozumiec musicie zobaczyc :) Mistrzostwo Swiata :)

  • Ścieżka strachu


    Gabriel Byrne w pierwszoplanowej roli to juz dobry poczatek. Jeden z filmow opowiadajacych o latach 20 w USA i zorganizowanej przestepczosci, ktory kazdy szanujacy sie kinomaniak musi zobaczyc. Nie z powodu brawurowych poscigow, nie z powodu strzelaniny. To wszystko nie ma w filmie absolutnie zadnego znaczenia i jest promilem calego potoku zdarzen, ktore przedstawiaja nam swiat rownie tajemniczy, co momentami banalnie prosty. Jeszcze okrasic to muzyka rodem z Włoch i juz jest gotowy material na film o mafii. Tyle, ze Coenowie znow wychodza poza utarte schematy i decyduja sie pokazac swiat bezwglednie zepsuty przez pryzmat jednostki, ktora nauczyla sie po prostu w tym swiecie funkcjonowac, moze tuz obok niego... ale moim zdaniem w zadnym razie do niego nie przynalezy. Tak jak u Coenow zazwyczaj to mroczne zdarzenia przychodza po roznych ludzi zmuszajac ich do walki o swoje zycie. Swiat machinacji, oszustwa i walki o wplywy. Oglada sie z zapartym tchem. Coenowie slyna ze swietnych scenariuszy i tutaj nie jest inaczej. Ta historia jest nieprawdopodobna, te sceny sa niemozliwe, ale laczac sie w calosc tworzac cos zwyczajnie pieknego. Kiedy wspominam poszczegolne sceny i ujecia nie moge oprzec sie wrazeniiu, ze ten film jest jak muzyka z poczatkowej sceny. Warto warto warto.

    FARGO


    Jeden ze sztandarowych filmow braci Coen i chyba najlepiej zaznajamiajacy nas z czarnym humorem i sposobem opowiadania historii. W tym swiecie nie ma lekko i przyjemnie. Zlo jest wszechobecne i zakrada sie do naszego domu ze spokojem, ktory przeraza. Czy to morderca, ktory ze stoickim spokojem wdziera sie do domu, by porwac kogos, czy tani zlodziejaszek, ktory wiecej mowi niz mysli. i tak wlasnie proste historie o zbrodni staja sie klasykami najwyzszych lotow. Fargo to muzyka klimat i wszechogarniajaca zima ;-) Pojawiaja sie tu kolejne dwa nazwiska (ktore u Coenow mozna spotkac rownie czesto co Sandre Bullock w komediach romantycznych czyli praktycznie zawsze), czyli Steve Buscemi i William H Macy. Nie wiem doprawdy czy to Coenowie sa tak spostrzegawczy, ze przyciagaja swietnych aktorow, czy potrafia tak sprawnie nimi pokierowac, ze wyciskaja z nich caly potencjal aktorski. Fargo po prostu trzeba zobaczyc. Ma to cos w sobie, ze chloniesz to bez przerwy, bojac sie i smiejac naprzemian. Fargo to ikona Coenow i wierze gleboko, ze bez Fargo nie ma prawdziwych Coenow.
    poniedziałek, 11 lutego 2008
    Glowa o chodnik czyli z zycia wziete.
    Odra wzburzona do granic mozliwosci sprawia wrazenie zupelnie oszalalej. Stoje oparty o barierke, ktora jest jedyna ochrona przed nieprzyjemna kapiela. Wiatr rozwiewa moje krotkie wlosy burzac nie misternie ulozona fryzure. Wlosy to chyba moj ostatni bastion poczucia pelnej wolnosci. One zawsz zyja wlasnym zyciem. Przenikajacy chlod przynosi lekki usmiech na moje usta. Swiata mojego miasta polyskuja odbite od tafli rozsierdzialej rzeki. Poza oczywistymi warunkami atmosferycznymi sprzyjajacymi spacerom sa i takie, ktore lubie tylko i wylacznie ja.. deszcz i powietrzna zawierucha. Slyszalem glosy na miescie, ze sa i tacy, ktorzy uzurpuja sobie prawo do takowej pogody, ale odmawiam im tego prawa z racji skrywania swych prawdziwych zapatrywan. Nie mozna bowiem uwielbiac brodzenia w kaluzach i jednoczesnie sie do tego nie przyznawac. Z rozmyslan wybija mnie przechodzacy mezczyzna. Ubrany nadwyraz niechlujnie niechybnie zmierza w moim kierunku z potrzeba, ktora wkrotce zostanie mi przedstwiona. W takich styuacjach czuje sie wyrozniony. Jak wszystkim bowiem wiadomo rad jestem z wszelkich przypadkowych kontaktow z ludzmi, ktorych prawdopodobnie juz nigdy nie spotkam. Dziadek podchodzi niesmialo wyraznie szukajac pretekstu do rozmowy. Zagaduje go pierwszy, bo jego niesmialosc natychmiast dodaje mi poczucie przewagi i wypelnia pewnoscia siebie. Takie rozmowy sa tak zwyczajne, ze nie zapadaja dokladnie w pamiec, ale rownoczesnie tak same w sobie niezwykle, ze nie daja o sobie zapomniec. Kiedy sie rozkrecam dziadek odchodzi w poszukiwaniu swych mysli zostawiajac mnie samego z poczuciem niedosytu. Odwracam sie na piecie i chcac postawic pewny krok przed siebie zahaczam o bok kraweznika i nim dotrze do mnie co sie dzieje laduje na plytach typowego dla okresu PRLu chodnika. Ciemna uliczka miedzy mostem Pokoju i Grunwaldzkim a wokol pustka. Nie spiesze sie z zerwaniem na nogi. Musialem wygladac genialnie w tym paralitycznym piruecie. Leze przez chwile nieruchomo z przemoznym uczuciem, ze sobie na to zasluzylem Otrzepuje moja ulubiona kurtke bez zbednej dbalosci. Zbieram sie smiejac do siebie jakbym wlasnie wygral los na loterii. Podnosze glowe i widze 2 osoby idace w moim kierunku. Specyficzny sposob chodzenia, charakterystyczny sposob ubierania.. to nie wrozy nic dobrego o tej porze w takim mrocznym miejscu. Łapie mnie adrenalina. Jeden z tych momentow, w ktorym wiem co sie stanie.... glupia zaczepka.. reka na ramie.. kasa lub w pysk... mistrzowsko proste rozegranie. No ale przeciez Wroclaw to bezpieczne miasto. Nic z tych rzeczy bynajmniej dzis sie nie stanie. Feralny upadek na dzis wystarczy i kiedy wytacza sie z bocznej uliczki grupka wesolych studentow dresy zmieniaja plany. A moze to tylko wyobraznia pracuje ? Moze to tylko takie gadanie. Zima bez sniegu to jak seks bez milosci. Niby wszystko jest normalnie, ale czegos Ci brakuje :-) Malo smieszny zart, ale czasem juz tak mam. Ide do kina na Cloverfielda. Chodzenie samotne do kina ostatnio staje sie rytualem, ktory jest zdecydowanie bardziej wyborem niz koniecznoscia. Pograzony w fabule jeszcze na dlugo po seansie zadaje sobie mnostwo pytan, ktore poruszono w filmie. Jesli film jest naprawde dobry moge sie tak bawic w myslach bez konca. Przenikanie sie kina i swiata staje sie w moim przypadku koneicznoscia, by wyciagnac z mej pasji jak najwiecej przyjemnosci. Czy to dziwne, ze kiedy przechodze ulica Ruska eksploduje samochod a w tumulcie przerazonych osob stoi zlowroga postac mierzac do kogos bronia z bardzo bliska. Wyobraznia pracuje kiedy wracam z American Gangster i kiedy ide na Cloverfielda wlasnie. Gdybym podchodzil do filmu tak hermetycznie jak wiekszosc widzow pewnie bylbym zaskoczony i niezadowolony na konieec Broken Flowers czy Micheala Claytona... baaa.. na koniec Cloverfielda. Kiedy w koncu pojawia sie wszystko mowiacy napis "rezyseria" widownia wybucha jekiem zniesmaczenia. Nie ma podanego rozwiazania na tacy.. nie ma konca w klasycznej formie? oooo jaka szkoda. To przypomina mi podroz, w oczekiwaniu na punkt docelowy. Kiedy juz stajesz w wymarzonym miejscu czesto jestes rozczarowany i tesknisz za wyczekiwaniem w drodze... Kino jest droga.. a nie punktem koncowym. ;-) Kasjerka w Heliosie handlujaca dragami spod lady nie jest dla mnie niczym dziwnym, tak jak klub milosnikow Fight Club w Mexico Barze. ;-) Urozmaicanie swiata to moj "zawod". Czyz moj profesor od logiki nie gral w kapeli heavy metalowej ? To cwiczenie wyobrazni towarzyszylo mi przez cale studia i doprawdy bylibyscie zdziwieni jak bardzo mozna rozbudowac te prawdziwie fikcyjne swiaty.

    Blogizm - postrzeganie swiata przez pryzmat bloga. ;-) Zakrzywianie prawdziwego oblicza swiata, tak by stal sie uzytecznym narzedziem w codziennym blogowaniu ;)

    Wrzucilem w google... jakas laseczka tez takie cos wymyslila, ale w troche innym znaczeniu :)

    Wlasnie wymyslilem (pewnie nie jako pierwszy, ale z pewnosci samodzielnie) nowe okreslnie na temat blogowania. Nie ulega bowiem watpliwosci, ze w toku wywodow i pewnego spojrzenia na swiat koloryzuje sie i przejeskrawia... w szczegolnosci na blogach. Ma to spotegowac doznania czytajacego tak by latwiej bylo sie utozsamic z blogerem. Niedawno minela rocznica mojego blogowania i musze wystawic sobie negatywna opinie. Samokrytycyzm zmiata mnie z powierzchni ziemii ku uciesze co po niektorych. Glowny zarzut to opuszczenie lotow. Brak czasu zadnym wytlumaczeniem byc tu nie moze i nie smiem juz w ten sposob nikomu mydlic oczu. A zatem zmiena frontu.

    Koniec tych dewagacji wirtualno fantazyjnych. Od jutra trening ciala i umyslu.
    wtorek, 05 lutego 2008
    Filmow kilka

    Cloverfield


    Jak czytam Projekt: Monster to mnie trafia. Jesli juz to Project Monster.. albo po angielsku albo po polsku. Ale rozterki nad tytulem odrzucam w niepamiec i przechodze do sedna. Cloverfield to niemilosiernie dobra rozrywka. Trzymajacy w napieciu film od poczatku do konca. Nie ma w nim sensu i fabuly. Jest tylko potok zdarzen wokol, ktorych dokonuje sie prawdziwa apokalipsa. W koncu doczekalismy sie czasow kiedy to efekt jest niezauwazalny a upadajacy Nowy Jork wyglada jakby naprawde popadl w calkowity chaos i destukcje. Skoncentrowanie sie na klimacie i utrzymaniu widza w napieciu przez cale 90 minut to glowny zamysl tworcow. Wywiazali sie ze swojego zadania znakomicie. Nie przeszkadza mi brak fabuly... czy komus przeszkadzal brak fabuly w Blair Witch Project ? To film, ktory trzeba zobaczyc w kinie... bo przed monitorem nie osiagnie sie az tak duzej sily razenia. Dla mnie, milosnika apokalipytcznych wizji, ten film jest dlugo oczekiwanym wydarzeniem. W koncu ktos pokazal inwazje na ziemie w prawdziwie realistyczny sposob. I do tego sposob krecenia udajacy amatorski zapis.. krecony przez uczestnikow wydarzen. Zadnych wzruszen, zadnych emocji wznioslych i waznych.. czysta rozrywka, ale w doprawdy mistrzowskim wydaniu. POLECAM





    American Gangster


    Denzel Washington, Russell Crowe no i Ridley Scott. To mnie przekonalo samo w sobie. Wielkie zapowiedzie, ogromne oczekiwania. No i w koncu dotarlem do kina. American Gangster nawiazuje do starych filmow gangsterskich dodajac do tego nutke wspoleczesnosci. Wychodzi mi z tego bardzo ciekawy efekt. Z jednej strony utrastycznie precyzyjne odzwierciedlenie tamtych czasow i niewyborazalna dbalosc o szczegoly, ktora mozna dostrzec w kazdym niemal ujeciiu. No ale to jest wlasnie caly Scott. W jego filmach wszystko ma sens.. jest ciagloscia sceny poprzedniej i poczatkiem sceny kolejnej. Idealnie dopasowane kawalki. Film pokazuje nam swiat o ktorym nie przeczytasz w gazetach i ktory kryje sie gdzies poza swiadomoscia przecietnego obywatela zasuwajacego 8 godzin dziennie i wierzacego w sprawiedliwosc systemu. Scott przedstawia nam oto wizje swiata tak skorumpowanego, ze mozna odslonic go dopiero po wielu latach. W tym swiecie branie lapowek jest dobre, a oddanie brudnych pieniedzy do depozytu zbrodnia najciezsza, przywlaszczenie sobie ich niemal koniecznoscia. W tym swiecie funkcjonuje 2 bohaterow, ktorzy w gruncie rzeczy niewiele sie od siebie roznia. Przynajmniej w tym wlasnie swiecie maja wiecej wspolnego nizli by moglo sie wydawac. 2,5 godzinna opowiesc, w ktorej jest tylko jedna duza strzelanina nie dluzy sie. Mnie pochlonela na dobre. Gdyby nie to ze film byl zrobiony na faktach, powiedzialbym, ze to amerykanska bajeczka.. ale takie rzeczy sie zdarzaja po prostu. Wszystkim fanom sensacji i dramatu polecam zawziecie. POLECAM





    Jestem legenda


    I kto by pomyslal, ze pewne dnia wyjde z kina z przeknaniem, ze amerykanie potrafia robic dobre filmy psychologiczne w komercyjnym wydaniu. Od dawien dawna bowiem nie bylo tak naglosnionego filmu, ktory okazalby sie pozbawiona tanich zagran i gagow historią. To dramat psychologiczny i nei ma co do tego watpliwosci. Rozloscily mnie glosy jakoby Will Smith w tym filmie sie nie wykazal. Przez niemal caly film napedza swoja gra aktorska film i nie dosc ze bawi przy tym, to szczerze wzrusza. Czasem ciarki przechodza po plecach kiedy uswiadamiamy sobie sytuacje bohatera. Glowny bohater snujacy sie po opuszczonym Nowym Jorku kazdej nocy narazony na smiertelne niebezpieczenstwo. To nie jest super bohater.. to nie amerykanski typ super hero.. to raczej zwykly czlowiek wrzucony w wir wydarzen, ktore wydaja sie byc absurdalne i niedorzeczne. Przez caly film trzymasz sie kurczowo poreczy.. i o to chodzi. Kawalek bardzo dobrego komercyjnego kina o niekomerycjnym charakterze. W sumie to nie wierzylem ze to kiedys napisze :) I nawet koncowka, tak bardzo schematyczna w amerykanskim wydaniu tutaj jest inna. Moze nie powala na kolana, moze nie jest odkrywcza, ale odpowiada na bardzo wazne pytanie.. no i zamyka wszystko w idealna dla mnie klamre. ;-) Brawo Panie Smith POLECAM


    wtorek, 29 stycznia 2008
    The million dollar day
    Czy istnieje cos wazniejszego od pieniedzy ? Oczywiscie ze tak.. odpowiemy ochoczo, ale czy tak na prawde jestescie w stanie oddac milion dolarow od reki za najcenniejszy dzien swego zycia? chyba jednak nie ;-). No coz.. gatunek ludzki pozostawia wiele do zyczenia. Tak sobie wlasnie pomyslalem.. co jest warte milion dolarow i od razu przypomina mi sie film z Redfordem "niemoralna propozycja". To chyba najlepsze zakrzywienie moralnosci o jakim slyszalem Demie Moore... Woody Harrelson. Sprzedaz milosci na ekranie byla poruszana wielokrotnie, ale tutaj sprzedaje sie uczucie najwyzszych zdawalo by sie lotow. Patrzac dalej.. jak drogo siebie nie dasz sprzedac :D no bo chyba kazdy ma cene.. byc moze nie pieniadze, byc moze nie wartosci, ale jakas tam cene. To czego chcemy i to czego pragniemy i miec mozemy spotyka sie pewnego dnia. W tym dniu decydujemy o tym kim byc chcemy.. a nastepnego dnia po przebudzeniu wiemy kim naprawde jestesmy. Tak wlasnie... dzien po tym jak "sprzedajesz" to cos.. zdajesz sobie na ulamek sekundy sprawe gdzie zabrnales.. i w tej wlasnie chwili byc moze jestes na prawde wolny. Potem jest juz tylko racjonalizacja i usprawiedliwianie wlasnych zachowan... nic nie warte pseudo rozumowania. Taka mala dygresja.. czyz to nie wspaniale uwierzyc i zrozumiec, ze jestesmy slabi i prozni.. wtedy mozna cieszyc sie swoja slaboscia i w koncu zaczac ja kontrolowac. Pokrecone to troche, ale tak jest wlasnie.

    "Tylko w momencie gdy utracisz wszystko jestes zdolny do dokonania wszystkeigo"

    poniedziałek, 28 stycznia 2008
    Sztuka Latania

    Mam wrazenie, ze moje zycie odmienilo sie niepostrzezenie. Chwile ulotne nie maja znaczenia i nabralem poczucia sily. Jakbym wspial sie na kolejny poziom wlasnego egzystencji jako dorosly mezczyzna. Zaczalem inaczej postrzegac, myslec i rozumiec? Czy to zbyt dalece idace wnioski ? Ilez takich doznan towarzyszylo mi dotychczas? Nie wiem. Za oknem pada deszcz, a ja rozmawiam z ludzmi, z ktorymi nie powinienem rozmawiac. W brzuchu czuje kawe i towarzyszace jej podniecenie. Kiedy przez dluzszy czas nie pije kawy, to kiedy w koncu po nia siegne dziala na mnie jak narkotyk. Za oknem zawierucha, a ja usmiecham sie do monitora nasycony ludzka nikotyna... Ten usmiech jest pozorny i szybko minie pozostawiajac niesmak w mojej glowie. Metaforyczne ujecie dzisiejszej sytuacji. Zycie przynosi tak wiele niespodzianek. W tym momencie wypada mi przytoczyc piosenke u2

    The Million dolar hotel. Pod moim stopami nie ma nic. Znacie uczucie wolnosci przeszywajace Was na wskros. Kiedy osiagasz zakladny cel i masz poczucie spelnienia. Jakby swiat nalezal tylko do Was i kiedy nic zlego nie moze sie zdazyc. Ta chwila wlasnie unosi mnie w powietrze. Igla wbita w serce Umy Thurman w Pulp Fiction wprawila mnie w chichot na wspomnienie dawnych spraw... Zycie jest przewrotne i nie ma sie obracac przeciw niemu tylko wziac to co daje i ruszyc dalej. Bredze ? No to dobrze :)

    W piatek podazalem szlakiem niedopalonego papierosa. W windzie napotykam sasiada ktory widocznie poddenerwowany mamrocze cos do siebie i kiedy winda osiaga parter niemal wyskakuje z windy i pedzi przez klatke schodowa na zewnatrz. Kiedy do niego docieram trzyma papierosa w reku i cmi z ulga. Kochani uzaleznieni. Podwaliny swiatowej gospodarki.
    Jak powiedzial kiedys Nietzsche.. "kocham ludzkie slabosci, bo dzieki nim moge byc lepszy". Zwawym krokiem w kierunku dworca PKS. Chodnik na ulicy Sepa jak zawsze zastawiony samochodami. Kamienica po lewo w totalnym rozkladzie wyglada jakby dopiero co ktos zrzucil na nia bombe, ale nic bardziej mylnego.. generalny remont obserwowany przeze mnie od tygodni, od poczatku. Wpatruje sie w dziurawe okna i wpadam na taksowkarza, ktory niespodziwanie zagradza mi droge. Z reki wypada mu papieros, a z ust wydobywa sie soczyste "kurwa mac". Burknalem cos i poszedlem. Przekleci taksiarze.. na 10 jeden poczciwy. Swiatla.. slawne skrzyzowanie Wyszynskiego z Sienkiwicza. Jak zawsze mierze wzrokiem szerokie ulice. Wazne to dla mnie miejsce. Facet w przydlugim plaszczu zwraca sie do mnie niespodziewanie "ma pan ognia ?" "niestety nie pale" "nie wyglada pan na palacego" Riposta mnie rozbraja na chwile i zanim zdazylem sie pozbierac zapalilo sie zielone... doganiam dziada na wysepce.. "to po co pan pyta?" "nie wszystko jest takim jak sie wydaje". Przekleci filozofowie.. ;-) Ide za nim do Mostu pokoju. W koncu rzuca mi pod nogi wypalonego na w pol papierosa. Darowalem sobie komentarz, ale stojaca obok kobieta nie odmowila sobie tej przyjemnosci. Zostawiam ich w tyle, bo wygladaja na potwornie nudnych. Wroclaw przemokniety i ciemny od miesiecy. Juz nie moge sie doczekac kiedy wyjade cieplym popoludniem na przejazdke po walach. To uczucie powoduje w moim brzuchu wulkan emocji. Odrzuc te mysli.. mamy zime. Ocknalem sie pod Galeria Dominikanska okrazona przez tabuny ludzi spieszacych sie do nikad. Kolejne papierosy w ustach kobiet, mezczyzn i dzieci... Podsluchuje ich bezczelnie.. pieniadze, praca, pieniadze, praca.. ze tez ludzie nie maja o czym rozmawiac. Przechodze na czerwonym zgodnie z zasada, ze swiatlo zielone jest dla tych ktorzy nie potrafia przejsc na czerwonym. Dostaje sms'a "miales racje, ale ja jestem pijany wiec sie nie liczy". Statystycznie kiedy czlowiek jest czegos pewny na 100 % mysli sie w 10 %, a kiedy na 90% to myli sie w 50 %.. zawyzam swoje szanse myslac i mowiac ze jestem pewny na 100% wszystkiego. Pieprzone statystyki.. sztuka klamania rozwinieta ponad miare. Dworzec PKP jest mi potrzebny do zdobycia gotowki. NIe zebym chcial oskubac kogos.. choc moze kiedys.. ale nie dzis. Bankomat i znajomy zapach ludzkiego zagubienia. Czy to nie dziwne ze ludzie bezdomni i tzw zulerstwo kumuluje sie w miejscach gdzie ludzie podrozuja... tak jakby czekali na swoja podroz.. zmiane ktora nigdy nie nadejdzie. Jakby sie oszukiwali, ze pewnego dnia wsiada do pierwszego lepszego pociagu i odmienia swoje zycie.. czy to nie dobry poczatek ksiazki ?Historii ich zycia. Uwielbiam filmy o przelamywaniu slabosci... o stawaniu na nogi.. taka Magnolia, taki Crash...

     
    1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17